Życie to droga
„Prawdziwymi zwycięzcami są ci, którzy zwyciężają w pojedynkach dnia codziennego.”
Wielkie marzenia składają się z mnóstwa elementów...
wtorek, 19 marca 2019
Dieta w sportach walki
Odkąd korzystam z diety pudełkowej z cateringu mam więcej czasu na zamieszczanie dla Was artykułów:) Tym razem tematem posta będzie dieta w sportach walki, która jest równie ważnym aspektem jak trening. Dla mnie jest to tym bardziej ważny element życia, ponieważ chcę zająć się tematem dietetyki, głównie sportowej w mojej przyszłej pracy zawodowej:)
"Dietetyka sportowa co jeść, by trenować efektywnie" Justyna Mizera, Krzysztof Mizera
Sztuki walki, takie jak boks, muay tai, MMA, kick-boxing, wymagają od zawodnika nie tylko doskonałego przygotowania wytrzymałościowo-siłowego, ale też dużej odporności na urazy oraz bardzo sprawnej regeneracji. Rywalizacja zwykle toczy się przy wysokiej intensywności, czasami przez kilkadziesiąt minut. Zawodnicy pozostają w niemal ciągłym napięciu mięśniowym, muszą być niezwykle skupieni od pierwszej do ostatniej sekundy, co bardzo angażuje układ nerwowy. To wszystko sprawia, że zużycie energii jest u nich wysokie, w związku z czym dbanie o dietę ma tu szczególne znaczenie. Duży wpływ na zapotrzebowanie kaloryczne w sportach walki ma dyscyplina( np. walki bokserskie mogą trwać 36 min, a rywalizacja w MMA 15 min.) oraz masa zawodnika( kategoria papierowa w boksie to 46-49kg, kategoria superciężka to pow. 91kg), ale z reguły wynosi ono 2800-4200kcal. Duże znaczenie ma także poziom zaawansowania, tzn., czy jest to wyczynowy sportowiec czy osoba trenująca rekreacyjnie, a do tego pracująca.
Inną kwestią jest to, że zawodnicy muszą dbać o masę ciała, by zmieścić się w swojej kategorii wagowej. To jeszcze bardziej podnosi znaczenie odpowiedniego żywienia zarówno w okresie przygotowawczym, jak i w ostatniej fazie "zbijania wagi". Często zawodnicy redukują 4-6kg( w skrajnych przypadkach nawet powyżej 10kg) w ciągu kilku, kilkunastu dni. Dzieje się tak dlatego, że w okresie przygotowawczym, pracując nad siłą, mocą i ogólną kondycją, nie przestrzegają diety i nabierają kilka niepotrzebnych kilogramów tkanki tłuszczowej. Szybka redukcja w ostatnich dniach nigdy nie jest korzystna, biorąc pod uwagę fizjologię człowieka, gdyż zawodnicy, owszem tracą kilogramy, ale nie zawsze pochodzą one z tkanki tłuszczowej. Najczęściej jest to skutek gwałownego odwodnienia oraz ubytku glikogenu, podczas gdy utrata ani jednego, ani drugiego nie jest korzystna. Oczywiście co innego "zrzucanie wagi"o kilkaset gramów dzień przed walką, a co innego chęć pozbycia się kilku kilogramów w ciągu tygodnia. Tego drugiego można by uniknąć, gdyby zawodnik już na kilka tygodni przed walką odżywiał się rozsądnie, by nie dopuścić do zbyt dużego otłuszczenia.
W sportach walki dość często plan treningowy przewiduje dwie sesje treningowe w ciągu dnia. Z reguły jeden z nich jest lżejszy, gdzie w dużej mierze żródło energii mogą stanowić zasoby tkanki tłuszczowej, jednak regeneracja mięśni musi być szybka, by uszkodzone włókna mięśniowe były w pełni sprawne przed kolejną sesją treningową. Drugi z treningów zazwyczaj odbywa się na wysokim zakresie tętna, z przewagą wysiłków interwałowych, dlatego odpowiednia dawka węglowodanów przed treningiem i po nim to zasadniczy element odpowiedniej diety.
\
Ogólnie zalecane jest, by nie czekać zbyt długo z posiłkiem po treningu, gdyż im szybciej zaczniemy dostarczać substraty, tym szybsza i skuteczniejsza będzie regeneracja. Posiłek w postaci płynnej lub półpłynnej powinien być spożyty w ciągu 20-30min po skończeniu treningu, wcześniej można sięgnąć po wodę.
W menu sportowca powinny się znależć częste posiłki, by sukcesywnie dostarczać węglowodany, a tym samym kumulować energię na wieczorny trening bez obciążania układu trawiennego, Jako żródła węglowodanów zalecane są głównie cukry o niskim bądz średnim indeksie glikemicznym w towarzystwie pełnowartościowego białka. Bardzo dobrym dodatkiem w diecie są banany, przy czym przed treningiem zalecane są niedojrzałe( w zielonej skórce), natomiast bezpośrednio po treningu mocno dojrzałe, o skórce wręcz brązowej. Zielone banany zawierają więcej skrobi i mniej wody w porównaniu z brązowymi oraz mają średni indeks glikemiczny, zaś dojrzałe szybko uwalniają energię, dlatego idealnie nadają się do resyntezy glikogenu. Ponadto banany to nie tylko żródło energii, ale także potasu oraz witamin antyoksydcyjnych, takich jak A, C,E.
Jako uzupełnienie węglowodanów dobrze sprawdzają się także daktyle, nie tylko uzupełniają glikogen, ale dostarczają także spore ilości potasu, jednego z elektrolitów, który tracony jest wraz z potem.
Ostatni posiłek w redukcji tkanki tłuszczowej powinien zostać pozbawiony węglowodanów, gdyż na noc nie są one potrzebne, a odpowiednia dawka została zapewniona w posiłku po treningu, więc glikogen został uzupełniony. Powinien zawierać za to białko, które ma regenerować mięśnie i działać antykatabolicznie. By ten proces ochrony mięśni podczas snu został wydłużony, warto do białka dołożyć zdrowe tłuszcze, np. nasiona słonecznika, pestki dyni, orzechy czy oliwę z oliwek. Dobrym rozwiązaniem są również tłuste ryby np. łosoś, lub makrela, które dostaczają pełnowartościowe białko oraz zdrowe kwasy tłuszczowe.
"Odpowiednia dieta jest dla sportowca tak samo ważna, jak paliwo dla samochodu. Jeśli wlejemy złej jakości paliwo, to silnik będzie pracował nierówno, będzie się zapowietrzał lub się zepsuje. Od ponad 15 lat wyczynowo trenuję sporty walki. Dużo czasu poświęcałem na treningi i doskonalenie umiejętności- innymi słowy, sam sobie byłem trenerem. Niestety dietą, czyli paliwem sportowca, zainteresowałem się dopiero po paru latach. Odkąd wprowadziłem małe proste zmiany w swoim menu, poczułem się o wiele lepiej i mogłem trenować intensywniej. Od pewnego czasu, kiedy zacząłem stosować program odżywiania profesjonalnej dietetyczki, Justyny Mizery, mniej się męczę, lepiej sypiam, szybciej się regeneruję, także redukcja tkanki tłuszczowej jest o wiele szybsza. Przestrzeganie diety dostosowanej do sportu lub po prostu zdrowej wcale nie oznacza, że będziemy jeść mniej smaczne rzeczy-wręcz przeciwnie. Odżywiając się zdrowo, zaczniemy czuć prawdziwe smaki dań, bo nasze kubki smakowe przestaną być dręczone chemią i możliwe, że polubimy coś, co wcześniej wydawało się niesmaczne. W dodatku zaoszczędzimy sobie wizyt u lekarza i poprawimy swoje samopoczucie. " Piotr Wożnicki, wielokrotny medalista mistrzostw Polski sanda, muay thai i w kick-boxingu,mistrz świata K1 Global London, mistrz Polski Muay Thai IFMA, zawodowy mistrz Europy WKA, zawodowy mistrz Polski WBC Muay Thai, ponad 40 zawodowych walk.
wtorek, 26 lutego 2019
Karate: Dorota Banaszczyk podpisała umowę z Energą. "To duża pomoc"
Mistrzyni świata w karate olimpijskim (kat. 55 kg) Dorota Banaszczyk podpisała umowę z Grupą Energa, na mocy której stanie się ambasadorką firmy. - To duża pomoc - przyznała zawodniczka w rozmowie z portalem PolskieRadio24.pl. W ostatnim czasie głośno było o problemach 22-latki, która, ze względu na konflikt działaczy, musiała opłacać starty w kwalifikacjach olimpijskich z własnej kieszeni.
Banaszczyk, która startuje w kategorii wagowej do 55 kg, w listopadzie 2018 roku została mistrzynią świata w karate olimpijskim jako pierwsza w historii reprezentantka Polski. Tytuł wywalczyła w Madrycie. 22-latka poinformowała ostatnio na Facebooku, iż zajęła drugie miejsce w plebiscycie Dziennika Łódzkiego na sportowca roku, dodając, że "chociaż w ten sposób" doceniono jej wynik.
Sprawa ma związek z konfliktem między Polskim Związkiem Karate a Polską Unią Karate, w której zrzeszony jest Olimp Łódź, który reprezentuje Banaszczyk. Mimo, iż Światowa Federacja Karate (WKF) uznała PUK, a konkurencyjną organizację wyrzuciła ze swoich szeregów, PZK ciągle posiada status związku sportowego i związane z nim prawo finansowania startów reprezentantów z ministerialnych środków.
Karate: trzy medale Polaków ME
Trzy brązowe medale to dorobek polskich karateków startujących na mistrzostwach Europy kadetów, juniorów i U-21 w duńskim Aalborgu.
Na najniższym stopniu podium stanęli Sara Elwart, Kinga Harast i Hubert Jarocki.
KADECI:- kata: Nina Dziedzic - 17. miejsce
- 47 kg: Dominika Szatkowka - odpadła w drugiej rundzie
- 54 kg: Kornelia Danowska - odpadła w drugiej rundzie
+ 54 kg: Izabela Szurowska - odpadła w drugiej rundzie
- kata: Maciej Kowalczyk - 13. miejsce
- 52 kg: Mikołaj Pawlicki - odpadł w trzeciej rundzie
- 57 kg: Jakub Krysiak - odpadł w pierwszej rundzie
- 63 kg: Bartosz Kędzierski - odpadł w drugiej rundzie
- 70 kg: Kubert Jarocki - brązowy medal
JUNIORZY:- kata: Anna Kowalska - 11. miejsce
- 48 kg: Maria Kerner - odpadła w pierwszej rundzie
- 53 kg: Klaudia Sokołowska - odpadła w pierwszej rundzie
+ 59 kg: Paulina Banat - odpadła w pierwszej rundzie
- kata: Bartłomiej Babiński - 13. miejsce
- 61 kg: Jakub Kiszko - odpadł w drugiej rundzie
- 68 kg: Krzysztof Szewczyk - odpadł w trzeciej rundzie
- 76 kg: Kacper Vogt - odpadł w trzeciej rundzie
+ 76 kg: Dawid Sobkowiak - odpadł w drugiej rundzie
U-21:- kata: Kamila Bracikowska - 5. miejsce
- 50 kg: Daria Grabska - odpadła w drugiej rundzie
- 55 kg: Weronika Mikulska - odpadła w pierwszej rundzie
- 61 kg: Sara Elwart - brązowy medal
- 68 kg: Wiktoria Grejner - odpadła w pierwszej rundzie
+ 68 kg: Kinga Harast - brązowy medal
- 60 kg: Bartosz Kleniewski - odpadł w drugiej rundzie
- 67 kg: Dawid Dziekoński - odpadł w pierwszej rundzie
- 75 kg: Filip Vogt - odpadł w drugiej rundzie
+ 84 kg: Maciej Gębka - odpadł w drugiej rundzie
niedziela, 27 stycznia 2019
Była moda na fitness, jest na sztuki walki. Dlaczego kobiety "chcą się bić"?
Moda na fitness trwa, choć obserwujemy nowy trend wśród kobiet, a mianowicie sztuki walki. Z ciekawością pytam moje bohaterki, dlaczego chcą się bić.
Sztuki walki od lat kojarzą nam się z mężczyznami.
Przynajmniej tak jest w Polsce, ale na przestrzeni lat to zaczęło się powoli zmieniać. Dlaczego kobiety chcą się bić? Pytam zawodowe sportsmenki reprezentujące takie sporty walki jak karate, judo, zapasy i MMA. Co kierowało nimi, kiedy decydowały się na wybór swojej dyscypliny?
Kobiety często kojarzą nam się z delikatnością i subtelnością. Jednak można być fighterką, a przy tym być nadal kobiecą. Od razu do głowy przychodzi mi kilka takich przykładów. Ronda Rousey jest brązową medalistką Igrzysk Olimpijskich w judo. To ona również była jedną z pierwszych zawodniczek MMA w Stanach Zjednoczonych, a także przez kilka lat niekwestionowaną mistrzynią w UFC. Dzięki swojej sportowej karierze i osiągnięciom zagrała w kilku kinowych produkcjach takich jak chociażby "Szybcy i wściekli 7". Dzięki swojej aparycji, a także atletycznej sylwetce została zaangażowana do filmu "Mile 22" z Markiem Wahlbergiem.
Teraz podam zupełnie inny przykład. Bardzo popularnym sportem wśród modelek w Stanach Zjednoczonych jest boks. To właśnie dzięki niemu kobiety, które widzimy na okładkach pierwszych stron gazet są szczupłe i wysportowane.
Wniosek z tego jest taki, że kobiety chcą trenować sporty walki i robią to naprawdę dobrze, a historie, które wam przedstawię są na to dowodem.
Anna Lewandowska - fighterka z krwi i kości
Anna Lewandowska to osoba, której nie trzeba przedstawiać. Propagatorka zdrowego stylu życia, żona Roberta Lewandowskiego, a przede wszystkim fighterka. Ania jest wielokrotną medalistką Mistrzostw Polski, Europy i świata w karate tradycyjnym. Choć przeszła już na zawodową emeryturę, to nadal dla wielu młodych dziewczyn jest wzorem do naśladowania.
Agnieszka Matracka: Dlaczego kobiety chcą walczyć i dlaczego zdecydowałaś się na karate?
- Przyjęło się, że sztuki walki powinny być zarezerwowane dla mężczyzn. Otóż niekoniecznie i jestem tego przykładem. Będąc dzieckiem, miałam do wyboru balet, na który to bardzo chciała mnie zapisać mama lub karate, wybrałam to drugie. Miłością do tego sportu zapałałam bardzo wcześnie, podczas zawodów, na które jeździłam z moim wujkiem i kuzynką. Obserwowałam ich i chciałam kiedyś tak jak oni móc zmierzyć się na macie.
Kobieta walcząca nie jest codziennym widokiem. Co cię trzymało w karate przez tyle lat?
- Warto pamiętać o tym, że karate to przede wszystkim filozofia, która uczy szacunku do drugiego człowieka. To podstawa. Karate wszczepiło we mnie dodatkowo pewne silne wzorce zachowań, takie jak konsekwencja, mobilizacja i podążanie do celu. To zostaje, tego się nie zapomina. Wpisuje się w Twoje DNA.
Czy w trakcie kariery odbiór Ciebie jako walczącej kobiety był pozytywny czy negatywny?
- A co jest złego, gdy kobieta jest twarda i walczy? Przecież my takie jesteśmy. Codziennie zmagamy się z tysiącem wyzwań, a sport umacnia. Zawsze chciałam trenować i mieć sparingi z mężczyznami. Oczywiście wiązało się to z większymi kontuzjami, obawami najbliższych i pytaniami „ile jeszcze razy dam sobie złamać nos”, ale było warto, to była prawdziwa szkoła życia, a ja lubiłam podnosić sobie poprzeczkę. Walki z mężczyznami mocno mnie motywowały, były dobrą lekcją życia i sprawdzeniem własnej wytrzymałości. Finalnie odbiór był zdecydowanie pozytywny.
\
Arleta Podolak - w jej żyłach płynie waleczna krew
Arleta Podolak swoją karierę zaczynała w Zamościu, ale od ponad 10 lat mieszka w Warszawie, gdzie trenuje i się uczy. Jest judoczką, piękną i niezwykle zdeterminowaną. W 2013 roku została indywidualną mistrzynią świata juniorek, rok później zdobyła wspólnie z drużyną dziewczyn brązowy medal na Mistrzostwach Europy. W 2015 roku podczas drużynowych Mistrzostw Świata zdobyła złoty medal. Pech chciał, że żadne media wtedy o tym nie napisały, a szkoda. W 2016 roku pojechała na Igrzyska Olimpijskie, choć nie zdobyła tam żadnego medalu, nadal pozostaje w grze. W pierwszy weekend października bieżącego roku została mistrzynią Polski seniorek.
Agnieszka Matracka: Dlaczego zaczęłaś trenować akurat judo?
- Na judo zaprowadził mnie tata, kiedy byłam małą dziewczynką. Na początku treningi to była tylko i wyłącznie zabawa z elementami gimnastyki i padów „pod rzuty”. Szybko okazało się, że kocham rywalizację! Judo stało się moim całym życiem. Jest to moja ogromna pasja. Kocham filozofię tego sportu. Najbardziej cieszą mnie treningi technicznie, gdzie trzeba się naprawdę nagłówkować, aby ułożyć ciało tak, żeby rzut stał się techniczny, a nie siłowy. Druga sprawa to fakt, że nauka tego sportu się nie kończy. Ma on niezliczoną liczbę technik w parterze, jak i w stójce. Polecam ten sport każdemu! Coraz popularniejszy staje się nie tylko wśród dzieci i młodzieży, ale też wśród dorosłych.
Judo, choć jest szlachetnym sportem, to czasem bywa niebezpieczne, kontuzje, obtarcia. Masz z tym doświadczenie? Jak sobie z tym radzisz?
- Tak, judo to szlachetny sport. Nie ma żadnych ciosów ani kopnięć, ale pamiętajmy, że jest to jednak sport walki. Poważne kontuzje na szczęście mnie omijają (odpukać), to podbite oko w moim przypadku dosyć częsta sprawa. Mam całą kolekcję zdjęć z „naturalnym cieniowaniem” na oku. Jednak do takich sytuacji dochodzi jedynie przypadkowo. Nigdy się z tym nie kryje, jestem kobietą, która zawodowo trenuje olimpijską dyscyplinę sportu.
Monika Michalik - determinacja to jej drugie imię
Tworząc ten artykuł, od razu wiedziałam, że bardzo chciałabym, żeby była tutaj wypowiedź Moniki Michalik. Walkę Moniki o brązowy medal w zapasach podczas Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro oglądałam z zapartym tchem.
Monika pochodzi z wielodzietnej rodziny, większość jej braci trenowała zapasy. Urodziła się w Trzcielu, gdzie zaczynała swoją przygodę z tym sportem. Zaczęła bardzo późno, bo dopiero w wieku 16 lat. Zazwyczaj w tym wieku zawodowi sportowcy są już na jakimś etapie swojej kariery. Niemniej jednak tak późne rozpoczęcie treningów nie przeszkodziło jej w osiągnięciu ogromnego sukcesu, , o którym pisałam wyżej.
Agnieszka Matracka: Dlaczego zaczęłaś trenować zapasy?
- W mojej miejscowości, w której się wychowałam, nie miałam zbyt dużego wyboru. Od zawsze byłam bardzo aktywna, lubiłam biegać, jeździłam na różne zawody ze szkoły, a do tego byłam niesamowicie uparta. W Trzcielu miałam dwie opcje albo zapasy, albo karate, które swoją drogą przez moment trenowałam, ale ostatecznie ten klub się rozwiązał, więc zostałam przy zapasach.
Monika co cię trzyma od tylu lat w zapasach?
- Przede wszystkim wola walki i to, że jestem silną osobą i fizycznie, i psychicznie. Jak w każdym sporcie również w zapasach musiałam przejść przez różne chwile, czasem bardzo ciężkie, ale to dzięki swojemu charakterowi do dziś dnia udaje mi się trenować. Nie ukrywam, że już kilka razy mogłam się poddać, ale tego nie zrobiłam. Ja zapasy po prostu kocham i traktuje je jako swoją pracę. Nie jest łatwo, bo kiedy masz zwykłą pracę, możesz wziąć urlop, ja nie mam takiej możliwości, nieważne czy święta, czy nie święta, kiedy przygotowuje się do zawodów, muszę być na nich maksymalnie skupiona.
Masz 38 lat, dwa lata temu zdobyłaś medal na Igrzyskach w Rio, planujesz kolejne w Tokio?
- Wiek jest dla każdego sprawą indywidualną. Mając 36 lat, zdobyłam brązowy medal na najważniejszej imprezie sportowej, a znam historię, gdzie dziewczyna miała 26 lat i mówiła, że jest już za stara i się nie nadaje. Co do Tokio to na dziś jestem po operacji kolana i się rehabilituję. Jak wrócę na matę, będę się czuła dobrze i mój organizm będzie jeszcze na siłach, to myślę, że jak najbardziej tak.
Wielu zawodowych sportowców po zakończeniu kariery w różnych sztukach walki decyduje się na MMA, planujesz?
- Dostałam propozycję z KSW już jakiś czas temu, ale jednak pozostałam wierna swojej dyscyplinie, czyli zapasom. Oferta od federacji była dla mnie nie do przyjęcia.
Katarzyna Lubońska skończyła karierę judo, zaczęła MMA
Katarzyna Lubońska to była judoczka, a obecnie zawodniczka MMA. Kiedy patrzę na jej zdjęcia na Instagramie w normalnych stylizacjach trudno mi uwierzyć w to, że bije się ona w oktagonie. Na co dzień mieszka w Poznaniu, gdzie również trenuje. Już wkrótce, bo 27 października stoczy kolejną swoją walkę. Tym bardziej cieszę się, że udało nam się porozmawiać, bo doskonale zdaję sobie sprawę, że okres przygotowawczy przed taką galą musi być morderczym wysiłkiem.
Agnieszka Matracka: Jak zaczęła się twoja przygoda ze sztukami walki?
- Trenowałam judo od 4 klasy szkoły podstawowej przez 9 lat i przyszedł taki moment, gdzie zaczęłam interesować się właśnie MMA, a judo nie sprawiało mi już takiej frajdy jak wcześniej, dlatego postanowiłam spróbować swoich sił właśnie w tym sporcie. Wtedy jeszcze nie była to dyscyplina za bardzo popularna wśród kobiet, ale z biegiem lat pań przybywa i na dzień dzisiejszy jest już spora konkurencja.
Kobieta w MMA nadal nie jest codziennym widokiem, co cię trzyma w tym sporcie walki?
- Faktycznie jeszcze kilka lat temu dużo osób dziwiło się mnie, że wybrałam sobie taką "mało kobiecą" dyscyplinę, jednak z biegiem czasu ludzie się przekonali, możliwe, że przyczyniła się do tego nasza polska światowa czołówka wśród kobiet, czyli Jędrzejczyk czy Kowalkiewicz. Co mnie trzyma w MMA? To samo, co każdego sportowca innej dyscypliny. Jak już odnajdziemy swoją pasję, chcemy się szkolić, uczyć nowych technik, sprawdzać swoje umiejętności z innymi, rywalizować i wygrywać. MMA jest tak różnorodne, że chyba nie da się umieć wszystkiego. Ciągle trzeba się doskonalić na jakiejś płaszczyźnie i to jest w tym piękne.
Jak odbierają cię inni jako zawodniczkę MMA?
- Z reguły ludzie odbierają mnie i to, co robię pozytywnie, niektórym imponuję. Są tacy, co mnie podziwiają i szczerze kibicują, są też tacy, którzy twierdzą, że MMA to sport dla mężczyzn i nie ma tam miejsca dla kobiet. Tych drugich jednak jest zdecydowanie mniej, ludzie już przywykli do walk kobiet, bo to coraz częstsze zjawisko.
Sztuki walki nie tylko dla sportowców
W social mediach, szczególnie za granicą możemy zaobserwować ogromne zainteresowanie sztukami walki. Gale UFC są jednymi z najlepiej oglądanych w Stanach Zjednoczonych, a sami zawodnicy MMA są bardziej popularni niż piłkarze. W UFC widzimy również coraz więcej kobiet.
Czy wiecie jednak, że także modelki trenują sztuki walki, w tym szczególnie boks, który jest szalenie popularny wśród modelek Victoria's Secret? Wystarczy spojrzeć na ich szczupłe, atletyczne ciała, żeby wiedzieć, że sporty walki są również świetnym sposobem na zgrabną sylwetkę.
Na bieżąco obserwuję nasz polski show-biznes i również na naszym rodzimym podwórku zauważyłam rosnącą tendencję do sportów walki wśród kobiet, niezawodowych sportowców.
Porozmawiałam na ten temat z Sylwią Nowak influencerką i piosenkarką.
Agnieszka Matracka: Dlaczego postanowiłaś zacząć trenować boks?
- Zawsze mnie ciągnęło do boksu, jednak powodem, który zadecydował o tym, że chciałam spróbować tego sportu była chęć trenowania dla ewentualnej samoobrony. Nigdy nie wykorzystałam treningów do samoobrony w życiu codziennym i obym nigdy nie musiała z nich korzystać! Jednak rzeczywiście ten sport dodał mi pewności siebie.
Czy nie boisz się opinii, że będziesz "męska"? Jak zareagowali na to twoi fani?
- Nie bałam się tego w ogóle. Myślę, że to utarty stereotyp, który nie ma potwierdzenia w życiu. Patrząc na bokserów zawodowych - oni są świetnie wyrzeźbieni, ale nie przerośnięci w masie. Nie mówiąc już o światowych modelkach typu Adriana Lima, Gigi Hadid czy Gisele Budnchen, które również rekreacyjnie trenują boks, a są zupełnie w wersji „slim”. Moi fani również zareagowali pozytywnie, nie dostałam nigdy negatywnej opinii na ten temat, a wręcz wiele wiadomości, że zainspirowałam innych do tego rodzaju treningu, co mnie szalenie cieszy.
Co Ci daje trening boksu?
- Ostatnio się śmiałam do trenera, że to trochę jak wizyta terapeutyczna, oczywiście fizycznie całe moje ciało pracuje, to świetny trening dla nóg, rąk, brzucha czy nawet pośladków. Wbrew pozorom nie pracują tutaj tylko ręce. Dla mnie równie ważny poza tym aspektem fizycznym jest ten mentalny. Oczyszczam głowę i daje upust emocjom podczas treningu.
http://myfitness.pl/
Srebrny medal Doroty Banaszczyk!
Dorota Banaszczyk jako druga Polka w historii zdobywa srebrny medal na najbardziej prestiżowym turnieju karate olimpijskiego z cyklu Karate 1 Premier League. Serdecznie gratulujemy naszej Mistrzyni Świata oraz jej Trenerowi Maciejowi Gawłowskiemu.
https://www.facebook.com/polskauniakarate/
sobota, 26 stycznia 2019
Karate: Dorota Banaszczyk powalczy o złoty medal zawodów Premier League w Paryżu
Dorota Banaszczyk awansowała do finału pierwszych w tym sezonie zawodów Premier League w karate olimpijskim. Może zostać pierwszą Polką, która zdobędzie złoty medal turnieju tej rangi.
21-latka w listopadzie sensacyjnie sięgnęła po złoty medal rozgrywanych w Madrycie mistrzostw świata. Została tym samym pierwszą w historii polską medalistką zawodów tej rangi w karate olimpijskim. Inauguracyjny start w nowym roku przyniósł kolejny sukces. Banaszczyk w świetnym stylu awansowała do finału zawodów Premier League, co wcześniej udało się tylko Kamili Wardzie (trzykrotnie). Nigdy jednak nie wygrała.
W drodze do finału łodzianka wyeliminowała kolejno Kubankę Torres da la Cardidad (1:0), Amerykankę Jennę Brown (6:0), Chorwatkę Alesandrę Hasani (2:0) i Marokankę Khawlę Ouhammad (7:1). W półfinale po jednogłośnym wskazaniu sędziów wygrała z Włoszką Loreną Busą. W niedzielnym pojedynku o złoto zmierzy się z mistrzynią Europy, Ukrainką Andżeliką Terliguą.
Premier League to drugie co do ważności zawody w karate olimpijskim. Ze względu na liczbę startujących i zasady kwalifikacji uznaje się je za trudniejsze od mistrzostw świata. W Paryżu na starcie stanęło 755 zawodników z 80 krajów. Turniej jest zaliczany do rankingu olimpijskiego.
środa, 2 stycznia 2019
Szermierka: Radosław Zawrotniak – buntownik z wyboru. „Nie mogę milczeć, gdy widzę nieprawidłowości i zaniedbania"
W 2008 roku Radosław Zawrotniak wszedł na sportowy szczyt zdobywając wraz z kolegami z drużyny wicemistrzostwo olimpijskie. Później doszły do tego jeszcze medale mistrzostw świata i Europy. Ostatnie lata dla szpadzisty nie są już tak udane, ale on wcale nie zamierza schodzić z planszy. Wręcz przeciwnie! Jego celem jest medal olimpijski w Tokio. „Jestem dojrzalszy emocjonalnie, ale nadal nie bardzo lubię godzić się z systemem” – mówi Zawrotniak pytany o to jak zmienił się na przestrzeni dziesięciu lat.
Przemysław Paszowski: Przed panem kolejny sezon. Który to już? Liczy pan to?
Radosław Zawrotniak: Trenuję już dwadzieścia dziewięć lat. W związku z tym trochę tych sezonów już było.
Chce się panu jeszcze?
Tak. Kocham szermierkę. Jej uprawianie daje mi bardzo dużo satysfakcji. Zdrowie też mi nadal dopisuje.
Nie pojawiły się takie myśli w głowie, że może już czas zająć się czymś innym?
Takie myśli pojawiają się często. W końcu jestem już wiekowym zawodnikiem. Jednak jest wielu zawodników, którzy są koło czterdziestki i osiągają sukcesy na arenie międzynarodowej. Węgier Geza Imre miał czterdzieści jeden lat, gdy zostawał wicemistrzem olimpijskim w Rio de Janeiro. Czerpię inspirację z takich zawodników jak on.
Starszy może więcej?
Gdy jest się dwudziestolatkiem to myśli się, że to już najwyższa pora na osiąganie wyników. A to jest jednak dość późny sport. Moim zdaniem szermierka zaczyna się po trzydziestce. Zawodnik jest wówczas w pełni ukształtowany. Do tego dochodzi doświadczenie w rozgrywaniu walk i kontrolowaniu emocji.
Z drugiej strony pana koledzy z którymi wywalczył pan srebrny medal olimpijski już dawno pokończyli kariery. A najstarszy z waszej drużyny, czyli Robert Andrzejuk jest jeszcze rok młodszy od wspominanego Imre.
To wina naszego systemu. Niestety, gdy jest się seniorem to prędzej czy później pojawiają się kłopoty z finansowaniem . Do tego dochodzi jeszcze życie rodzinne. Nie łatwo się w tym wszystkim odnaleźć. Mnie się to udało. Poza tym, że jestem zawodnikiem pracuję w wojsku i prowadzę sekcję szermierczą AZS AWF Kraków. W związku z tym mam zabezpieczone źródła finansowania. Nie wszyscy mieli tyle szczęścia i dlatego od lat już nie trenują.
Trwając nadal na planszy chce pan sobie coś jeszcze udowodnić?
Nie zamierzam sobie nic udowadniać. Po prostu walki, a także same treningi sprawiają mi ogromną przyjemność. Oczywiście każdy chce wygrywać, ale mnie już ta rywalizacja daje wielką satysfakcję. No i ta adrenalina… Czuję ja za każdym razem jak wychodzę na planszę szermierczą. Ona utrzymuje mnie przy życiu.
Ma pan na swoim koncie wiele sukcesów, ale w ostatnich te wyniki nie były takie jakby pan sobie życzył. Wielu czułoby się zrezygnowanych, a ja mam wrażenie, że pan nie stracił tej radości z bycia na planszy.
Oczywiście, że nie. Jestem zadowolony. Dalej jestem jedynką w Polsce. W tamtym sezonie po raz drugi zostałem mistrzem Polski. Jeżdżę na zawody międzynarodowe. Od czasu do czasu udaje mi się wygrywać z najlepszymi.
Jest pan świeżo upieczonym ojcem. Jak pan się odnajduje w nowej roli? Czy ojcostwo panu pomaga?
Oczywiście, że tak. Daje mi to sporo motywacji. Do tego mam wspaniałą żonę. Beata też była utytułowaną zawodniczką. W związku z tym wie z czym wiąże się sport. To żona mnie cały czas dopinguje. Namawia abym nie przestawał. Dla niej nie ma problemu, żebym pojechał na zgrupowanie czy zawody. To ważne, bo osobom spoza sportu często jest trudno akceptować taki tryb życia swojego partnera.
Czy w związku z tym ten nadchodzący sezon może być najlepszy?
Zobaczymy jak to się ułoży. Nie ukrywam, że ostatni okres wymagał z mojej strony poukładania sobie pewnych spraw w życiu. Mam tutaj na myśli zarówno wspominane kwestie rodzinne jak i finansowe. To powodowało, że nie mogłem się w stu procentach skoncentrować na szermierce. Teraz moja głowa jest wolna od wielu rozterek. Mogę bardziej poświęcić się treningom. Ponadto zdrowie mi dopisuje. Nie mam żadnych kontuzji. Wszystkie sprawy związane z kadrą również mam poukładane. Nic mi nie dokucza i nie przeszkadza, abym mógł powalczyć w tym sezonie. Ale w sporcie trzeba mieć też szczęście. Pamiętam sezon, do którego byłem doskonale przygotowany, a na Pucharach Światach regularnie przegrywałem walki 15:14. Rok później będąc w takich samych sytuacjach wszystko wygrywałem. To nie oznacza, że mój poziom się podniósł. Po prostu miałem szczęście.
Często wraca pan pamięcią do Igrzysk Olimpijskich w Pekinie?
Tak. To był jeden z moich najlepszych startów w życiu. Wywalczyłem medal w drużynie i zająłem szóste miejsce indywidualnie. Spełniałem wtedy wszystkie warunki aby osiągnąć takie wyniki.
Ja doskonale pamiętam tamten dzień. To był 15 sierpnia. Już prawie tydzień zmagań, a Polska wciąż nie miała medalu. A tu nagle rano informacja, że zawalczycie o złoto. W kraju odbierano to jako sporą niespodziankę.
Media tak faktycznie to przedstawiały. Jednak osoby z branży mogły się tego spodziewać. Wygraliśmy w końcu ostatnie zawody Pucharu Świata przed Igrzyskami. Zajmowaliśmy czwarte miejsce w rankingu. Jednym słowem byliśmy w ścisłym topie. Dla porównaniu powiem, że obecnie jesteśmy w trzeciej dziesiątce.
Mieliście wtedy szansę aby wygrać z Francuzami?
Myślę, że tak. Mieliśmy doskonałą dyspozycję dnia. Ale niestety nie byliśmy przygotowani na to mentalnie. Po półfinale trochę się rozprężyliśmy. Gdyby mecz z Francuzami był od razu to może potoczyłoby się to wszystko inaczej. A tak… Trochę z nas zeszło powietrze.
Zabrakło doświadczenia?
Na pewno tak. Myśmy – poza Robertem – byli bardzo młodzi jak na szpadzistów. Byliśmy niedojrzali. Dobrze walczyliśmy, byliśmy dobrzy technicznie, ale głowa nie ogarniała wszystkiego. Nie spodziewaliśmy się tego wszystkiego. To nas przerosło. Jak pan wspomniał Polska przez tydzień nie mogła zdobyć medalu na Igrzyskach. Napięcie i oczekiwanie było ogromne. Gdy awansowaliśmy do finału rozdzwoniły się telefony. Dziennikarze pojawiali się z każdej strony. Trudno było się przygotować do meczu. W porównaniu do Francuzów nie byliśmy przygotowani na taką sytuację.
Ale medal cieszył i tak.
To było spełnienie marzeń. Ale chciałbym coś jeszcze osiągnąć w mojej dyscyplinie. Wyznaczam sobie nowe cele, a jednym z nich jest podium olimpijskie na Igrzyskach Olimpijskich w Tokio. Ale aby zrealizować te pragnienie trzeba trafić na dobry moment w życiu. Na to jakimi jesteśmy szermierzami składa się wiele czynników począwszy od rodziny, a skończywszy na związku sportowym. Cała nasza czwórka podczas Igrzysk Olimpijskich w Pekinie była w bardzo dobrej sytuacji życiowej. Mogliśmy się skupiać na szermierce. Gdy spojrzymy na losy naszej drużyny, to po Igrzyskach wszystkim nam różnie się już układało. To pokazuje jak ważne jest szczęście, aby trafić w idealny moment w jednym czasie. Nam się to udało i wykorzystaliśmy tę szansę. Nie ukrywam, że wracam myślami do tamtych czasów i zastanawiam się co zrobić, żeby tamtą sytuację powtórzyć.
Czy Radosław Zawrotniak z 2008 roku, a ten dziesięć lat starszy czymś się różni?
Wiekiem! (śmiech). A tak na serio to na pewno jestem dużo bardziej doświadczony i dojrzalszy emocjonalnie. Mniej porywczo podchodzę do wielu spraw. W tamtym okresie dopiero wchodziłem w dorosłość. Teraz jestem już dojrzałym mężczyzną. Jestem odpowiedzialny już nie tylko za siebie, ale też za rodzinę i za zawodników, których trenuję w klubie.
Ja mam wrażenie, że pan spokorniał. Parę lat temu był pan większym buntownikiem.
Na pewno tak, ale myślę, że buntownikiem jestem dalej. I uważam, że to moja dobra cecha. Należy podążać swoją własną drogą. Czasem trzeba łamać pewne schematy. Gdy postępujesz tak jak chcą inni to niekoniecznie jest to dobre dla ciebie. Ja mam trochę naturę wolnościowca. To znaczy, że nie bardzo lubię godzić się z systemem. Choć muszę przyznać, że im jestem starszy tym łatwiej mi to przychodzi. Może dlatego że teraz już wiem jak to wszystko działa, znam te mechanizmy. Młodemu zawodnikowi nikt tego nie wyjaśnia.
Odkąd pamiętam to pan nigdy nie bał się mówić wprost co myśli. I nie wierzę, że to się zmieniło wraz z wiekiem.
Ma pan rację. Nadal tak jest. Mnie po prostu od zawsze rażą skrajne nieprawidłowości. Dalej zdarzają się sytuacje, że ktoś został niesprawiedliwie pominięty przy powołaniach na imprezy mistrzowskie czy środki finansowe zostały niewłaściwie podzielone. W takich sytuacjach nie mogę milczeć. Należy mówić głośno o nieprawidłowościach i zaniedbaniach. Stąd też brała się jakaś niechęć do mnie. Ktoś robił interesy, przyszedł Radosław Zawrotniak i nam miesza. Ale proszę pamiętać, że nie tylko ja w ostatnich latach mówiłem o tym jak źle funkcjonuje związek. Nie tylko ja wypominałem zaniedbania.
Praktycznie po każdych Igrzyskach, nawet tych udanych w Pekinie narzekał pan na sytuację w polskiej szermierce. Lata mijają, zmieniają się ludzie, a w tej kwestii wciąż nie jest najlepiej.
To w dużym stopniu wynika z tego, że działacze nie rozumieją zawodników. W ogóle nas nie słuchają. A ja pytam od czego jest ten związek?
Chce pan powiedzieć, że związek nie jest waszym reprezentantem?
My jako zawodnicy nie mamy nawet wpływu na kto jest w zarządzie. Widzimy co wybory jak to wygląda. Delegaci na wybory powinny być wybierani przez członków danych klubów czy sekcji. Tylko, że tam często nie robi się takich wyborów i na wybory władz związku jadą tak zwani samozwańcy.
W związku działa Rada Zawodnicza. Jest pan jej członkiem.
To ciało martwe. Nikt nie dopuszcza nas do głosu. Tak naprawdę nie możemy nic zmienić naszymi postulatami. Punkt patrzenia czynnego szermierza jest inny od punktu patrzenia nawet najbardziej utytułowanego, ale już byłego zawodnika. W związku jest bardzo duży przepływ pieniędzy publicznych. Naprawdę wątpię, że gdyby to były prywatne pieniądze to ktoś by sobie pozwolił na takie zaniedbania.
Czy na przestrzeni tych wielu lat może pan powiedzieć, że obecnie jest lepiej niż było kiedyś?
To wszystko jest na poziomie średnim. Nie można powiedzieć, że związek nie zabezpiecza zawodników. Jest organizatorem zawodów, wysyła nas na imprezy międzynarodowe. Czasem się stara bardziej, czasem mniej. A chodzi o to aby ta jakość była cały czas najwyższa.
Gdyby pan miał wskazać kwestie wymagającą poprawy od zaraz to byłoby to…
Jest dużo do zrobienia. Ale przede wszystkim krzywdzący jest system rywalizacji. Na najważniejsze imprezy powinni jeździć zawodnicy, którzy są najwyżej w rankingu. A w Polsce w tej kwestii duże pole do popisu ma trener przez co dochodzi do wielu machinacji. Wielu trenerów zabiera na zawody faktycznie najlepszych, ale bywały historie, gdy trener brał kogoś na czuja. Potem nie było wyników, szkoleniowiec nie ponosił odpowiedzialności, a zawodnik został skrzywdzony. Naprawdę takich historii było bardzo dużo. Sam byłem kilkukrotnie pominięty przy powołaniach. Dlatego się temu teraz przeciwstawiam. Dla mnie w szermierce wyznacznikiem są wyniki, a nie intuicja trenera. To należy koniecznie uregulować, ale niestety nie widzę ze strony związku takiej woli. A szkoda, bo wielu zawodników traci przez to motywację.
Nie boi się pan, że gdy skończy karierę to pozostanie po panu posucha. Wiem, że pan tego nie powie, ale następców nie widać.
Posucha nie wynika z braku utalentowanych osób. Ich mamy bardzo dużo. Problem leży gdzie indziej. Gdy zawodnik z wieku juniorskiego przechodzi na seniorski okazuje się, że nie ma za co żyć. Nie ma sponsora, nie ma stypendium. W takiej sytuacji nie da się poświęcić wszystkiego szermierce. Przed Igrzyskami w Pekinie cała nasza drużyna miała stypendium, ponieważ mieliśmy dobre wyniki w Pucharze Świata. Trener Marek Julczewski umiejętnie tym sterował dając szansę wielu zawodników. W rezultacie spore grono szpadzistów było zabezpieczonych. Jednak kilka lat temu Ministerstwo Sportu zmieniło przepisy i usunęło możliwość wywalczenia stypendium za Puchary Świata. Bardzo mocno uderzyło to w nasze środowisko. Sytuacja diametralnie się pogorszyła. Owszem, jest lepiej w sporcie młodzieżowym. Tam poszło sporo środków z ministerstwa. Ale co dalej? Kiedyś ci młodzi zawodnicy zostaną seniorami i cały ten nakład finansowy państwa się rozmyje. Dlatego warto zadbać o ten sport seniorski.
Czy jako trener również widzi pan taki potencjał w młodych zawodnikach?
Nie brakuje nam talentów. Sam ma ich trochę pod swoją opieką. Trenuję między innymi Aleksandrę Zamachowską, która moim zdaniem ma szansę powalczyć w przyszłości o medal olimpijski.
Łatwiej panu być na planszy czy stać z boku jako trener?
To są dwie różne role. Trener nie może postępować tak samo jak zawodnik. Nie może swojej frustracji przenosić na zawodnika. Dobry trener poprzez całą swoją osobowość i całą swoją wiedzę ma sprawić aby zawodnik się rozwijał. Ważne jest też to, aby szkoleniowiec nie starał się na siłę udowadniać swojego kunsztu trenerskiego. Tak się czasem dzieje, gdy trener nie ma wyników jako zawodnik. Trener powinien być nauczycielem. To on musi zrobić wszystko, aby zawodnikowi było łatwiej. Jednak szkoleniowiec nie zawalczy zamiast niego. Zawodnik musi być bardzo mocno skupiony na samodoskonaleniu i musi wiedzieć, że to od niego zależy jakie osiągnie rezultaty.
A czy pan jako zawodnik ma marzenia na nadchodzący sezon?
Chcę wygrywać i chcę być najlepszy. Ktoś może powie, że rzucam takie hasła na wyrost. Ale moim zdaniem każdy sportowiec powinien mówić, że jedzie na zawody po to aby wygrać. Gdy zawodnik będzie myślał inaczej, to sam się zdemotywuje. Najlepsi sportowcy tego świata, jak choćby Michael Jordan, zawsze mówili, że interesuje ich tylko zwycięstwo. Tak trzeba, bo taki jest sport!
https://www.magazynsportowiec.pl/
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)











